Ostatnio, tak jak pisałam, Pan zapraszał mnie do życia, do funkcjonowania w rzeczywistości:) i mocnego stąpania po ziemi. To dobrze:).
Po dłuższym czasie tego stąpania zobaczyłam, że gdzieś w tym wszystkim "umyka" mi radość.
Zgodziłam się na taki stan, jaki jest i przestałam oczekiwać, a to już takie dobre nie jest.
Pan pragnie byśmy pozwalali Mu się zaskakiwać. Ja też tak chciałam, szczególnie, że miałam całkiem miłe doświadczenia:) na tej płaszczyźnie:).
Widziałam,że w tym czasie potrzebuję na nowo ucieszenia się drobnymi rzeczami czy z pozoru nic nieznaczącymi sytuacjami. Chciałam, ale nie wychodziło:).
W weekend byłam na wyjeździe wspólnotowym, gdzie był czas m.in. na "modlitwę w parach". Podczas niej, jedna z modlących się nade mną dziewczyn powiedziała, że Pan będzie przychodził do Mnie w tym małych rzeczach dając mi jeszcze więcej radości.
Możnaby powiedzieć: słowa... Ucieszyłam się z nich, choć później uświadomiłam sobie, że już o tym wiedziałam i mimo tego, nie udawało mi się. Zostawiłam więc tę myśl.
Pod koniec dnia, gdy poczułam, że moje mięśnie twarzy "nadwyrężyły się" od ciągłego uśmiechu, uświadomiłam sobie, że za tymi słowami poszła Jego ŁASKA. Tak po prostu...
Korzystałam z czasu, jaki miałam w bardzo prosty sposób: cieszyłam się, angażowałam w wiele rzeczy, do których wcześniej podchodziłam z dystansem.
Od czasu przyjazdu, na nowo uczę się dostrzegać to, co łatwo może umknąć, wtedy gdy kolejne dni przetają się od siebie różnić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz