sobota, 12 marca 2011

"MOJA CÓRKO NIE TRAĆ DUCHA"

 "JA wybrałem Cię przed wiekami, 
Zapragnąłem Cię; Wymyśliłem.
Nazwałem Cię po imieniu, Tyś Moja. (...).
Uświęcam wszystko swoją obecnością. 
Każdy Twój krok jest Wielki w moich oczach.
Moja Córko, nie trac ducha. Ja jestem przy Tobie.
 Trwam przy Tobie dniem i nocą i nigdy Cię nie zostawię(...). 
Zaufaj Mi. Ja wiem jak Cię prowadzic. Pamiętaj o Mnie w dzień i w nocy.(...)
Krocz odważnie, nie poddawaj się ".

Te słowa prowadzą mnie przez ostatni czas. Gdy je usłyszałam pierwszy raz, jakieś 2 tygodnie temu, poruszyły mnie mocno. Odkryłam tu zaproszenie do zaufania i do patrzenia KROK dalej- do widzenia więcej.
Wtedy już pomyślałam sobie, że Pan chyba chce mnie przygotowac do czegoś. Taki sposób Jego prowadzenia, odkrywałam bowiem w relacji z Nim.
Nie zastanawiałam się jednak za długo nad tym, w jaki sposób się to zrealizuje i czy w ogóle dobrze interpretuję te słowa. Postanowiłam poddac to weryfikacji czasu.

Nie musiałam wcale długo czekac. Kilka dni później zaczął się bowiem czas, w którym słowa te były mi bardzo potrzebne. Wszystkie moje plany, począwszy od tych najprostszych dotyczących np. organizacji czasu, poprzez  ważniejsze, bo dot. studiów, relacji czy przyszłości były jakby "kasowane" przez życie.
Po każdej rozmowie, w której przekreślano moje plany, do mojego serca wkradało się zwątpienie. Wtedy bardzo szybko pojawiały się słowa zacytowane wyżej:

"Moja Córko, nie trac ducha. Ja jestem przy Tobie.
 Trwam przy Tobie dniem i nocą i nigdy Cię nie zostawię(...). 
Zaufaj Mi. Ja wiem jak Cię prowadzic. Pamiętaj o Mnie w dzień i w nocy.(...)
Krocz odważnie, nie poddawaj się "

W każdej takiej sytuacji był moment na podjęcie decyzji: Wierzę w słowa Jezusa i Jego obietnicę czy też polegam na tym, co w danej chwili się dzieje i poddaję się?

Potrzebowałam Mu zaufac. Co więcej, On chciał bym sobie na to pozwoliła. Jemu zależało na tym, bym w tym wszystkim "nie traciła ducha"... "Nie traciła ducha", czyli zachowywała w swoim sercu pokój, którego chce mi udzielac, a który nie jest wcale zawsze tak łatwo przyjmowac.
Musialam zderzyc sie wiec z tym, jak myśli świat w takich sytuacjach a jak prawdziwy chrześcijanin, ufający swojemu Panu.

-----------------------------------------------------------------------------

W czwartek, w kulminacyjnym dniu:) byłam na Eucharystii. Przyszłam z tym wszystkim by po raz kolejny powiedziec Bogu o tym, że pragnę Mu ufac, mimo, że nie jest to dla mnie najprostsze.
Trudno mi było z tym wszystkim, mimo, że decyzję już podjęłam. Podczas mszy pojawiła się w pewnym momencie myśl (od Niego:) zapewne). Spojrzałam na to wszystko, czego doświadczyłam ostatnio i zrozumiałam, że są to dobre warunki by przyjąc do swojego życia Boga jako Ojca.


Ta myśl o Bogu-Ojcu chodziła ostatnio za mną . Widziałam, że nie do końca rozumiem tę Jego rolę, a chciałam:).
Czwartek był dobrym dniem do tego, by pozwolic sobie na dostrzeżenie kochającego, troskliwego Ojca, który chce by Mu zaufano. Czekałam na modlitwę: "Ojcze nasz" , w której chciałam zawrzec wszystko. Od czasu do czasu wpatrywałam się w oczy osoby, poprzez które Bóg przychodził do Mnie tego dnia.

Pan pragnie by Jego dzieci Mu ufały i pozwalały się prowadzic.
On chce mnie uczyc funkcjonowania w rzeczywistości oraz odnajdywania siebie i Jego w tych wszystkich trudnych doświadczeniach. Chwała Mu za to. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz